HAUEVER, czyli szelki, las i Indianie w domu

Zacznę od tego, że Kropka ciągnie.
Tak, ćwiczymy chodzenie na smyczy, tak, miewa lepsze i gorsze dni – ale nadal jednak ciągnie na smyczy. To nie tylko kłopot dla mnie, jako głównego „wyprowadzacza”, który się zawsze uszarpie i umęczy, ale i ryzyko dla niej, bo wpadając w „ciąg” nie zwraca uwagi na nikogo i na nic, a już najmniej na swój kręgosłup (bo nie mówię już nawet o wątpliwej jakości urozmaiceniu spaceru, jakim jest charczenie, prychanie i okazjonalne rzygnięcie z powodu ucisku na tchawicę, który sobie pies funduje). Z kręgosłupem zaś bywa u niej różnie, zwłaszcza z jego odcinkiem szyjnym.
Dlatego właśnie lubimy szelki. Ciągnący pies na obroży to tortura dla jego kręgosłupa, uwierzcie mi. Nadal okazjonalnie używamy obroży, szczególnie takich ładnych, na „wyjścia”, ale zastosowanie szelek okazało się znacznie bardziej komfortowym rozwiązaniem i dla Kropki, i dla mnie. Szelek w Kropkowym życiu już trochę przerobiłyśmy, zawsze były to gotowe modele, kupowane w sklepie, w większości niewypały, za luźne albo za ciasne, obcierające, zbyt sztywne lub zbyt szmatławe. Krótką miały u nas karierę.
A potem, dzięki poleceniu koleżanki, odkryłam Hauever. Firmę niewielką, prowadzoną przez dwoje młodych, pełnych pasji i fantazji ludzi i dwa futrzaki o cudownych indiańskich imionach. Sami o sobie piszą tak:

Jesteśmy świeżynką na polskim rynku psich akcesoriów. Nasz rodzinny zespół składa się z zarządu – psów sztuk dwie, Apacza i Czejena. Chłopaki projektują wzory i modele różnych produktów (obroże, smycze, szelki), a następnie testują na sobie i przyjaciołach.
Z kolei klasę robotniczą w Hauever stanowimy my ludzie – Gosia i Maciek. Specjalizujemy się w cięciu, nitowaniu, sklejaniu, szyciu oraz nasypywaniu żarcia do misek. Ot – taka karma.
Wszystkie produkty, które wychodzą z naszej pracowni, to rękodzieło tworzone w Polsce.
Jeżeli spotkacie nas kiedyś, z pewnością będziemy ubrani w ubłocone dresy, a wokół siebie będziemy roztaczać parówkową woń, choć mięsa nie jemy. Przez zawiłe ścieżki życia podążamy ze swoimi dwoma polipami – Apaczem i Czejenem. Uwielbiamy z nimi podróżować i mieszkać w krzakach – namiot, hamak i karimata na ziemi, to nasz ulubiona przestrzeń. Nie zdziwcie się więc, gdy będąc na grzybach w środku dzikiej puszczy, znajdziecie leśne ludki w różowych czapkach z dwoma futrami u boku.
Opuściliśmy pracę w biurze, by zająć się tym, co sprawia nam największą satysfakcję – kontaktem z psami i wszystkim, co jest z nimi związane. We własnej sypialni założyliśmy małą firmę, w której robimy wszystko, co znajdziecie na tej stronie. Mamy nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie i swoich umiłowanych psów.
Hau z Wami!
Małgosia, Maciek, Apacz i Czejen
(źródło: https://hauever.pl)

Urocze, prawda? I bardzo mi bliskie mentalnie:)
Do tego dobra strona internetowa, spójna komunikacja wizualna (wiem, jestem skrzywiona, taka robota) – i przepiękne, dopracowane do ostatniej niteczki produkty, cała masa produktów: obroże (z klamrą, półzaciskowe, martingale), smycze (przepinane, miejskie), szelki, adresówki, nawet breloki, plakaty i smaczki są.
Zamówiłam dla Kropki szelki typu guard, wykonane na zamówienie (nasze pierwsze całkowicie personalizowane). Chyba z pięć razy ją mierzyłam, tak się przejęłam, Gosia z Hauever cierpliwie odpowiadała na wszystkie moje pytania na messengerze i na bieżąco informowała o statusie mojego zamówienia.
Szelki przyszły cudnie opakowane, poczułam się, jakbym dostała prezent. To pudełko, bibułka, nawet smaczek w uroczym woreczku – dopieszczone łapkami do niemożliwości. Mrrr, no lubię tak:) Nawet, gdyby sam produkt okazał się nie do końca satysfakcjonujący, dałabym im piątkę z plusem za obsługę klienta i dbanie o detale.

Ale szelki absolutnie mnie nie rozczarowały, to chyba najładniejszy gadżet, jaki do tej pory kupiłam dla Kropy. Mają piękny wzór i cudownie soczyste kolory, które nie blakną wcale mimo dwumiesięcznego już wystawiania ich na śnieg, deszcz i błoto (nie oszczędzamy się!). Ja na co dzień funkcjonuję w świecie sztuki i myślę, czuję kolorami, to dla mnie ważne, żeby przedmioty wokół mnie nie bolały wizualnie. A produkty Hauever nie tylko nie bolą, ale są takimi perełkami piękna w naszym błotnistym psim świecie. Piorą się doskonale. Mają nitowe wzmocnienia, więc nie boję się o ich wytrzymałość, można sobie też zamówić wykończenia (np.karabińczyk) w różnych kolorach, co jest naprawdę fajną alternatwą dla standardowych czarnych lub srebrnych wykończeń.
Najważniejsze jednak jest to, że szelki są wygodne w użytkowaniu zarówno dla Kropki, jak i dla mnie. Pieseł się nie dusi przy ciągnięciu, a ja nie latam za nim jak matka-wariatka. No, Europa:)
I wiecie, ja tych szelek nie dostałam do testowania, piszę z własnej inicjatywy – jako zadowolona, dopieszczona klientka, która chce się ze światem podzielić radością, że wśród zalewu szmiry udało jej się upolować perełkę. Hauever jest po prostu fajne, uczciwe w tym, co robi, spójne na całej linii. No i – ok, powiem Wam – bardzo mi bliskie mentalnie. Włóczenie się po lasach, spanie w śpiworze, danie psom indiańskich imion, „dzikie” nazwy wzorów w sklepie (my mamy szelki „wizja szamana”) i ten motyw piórka – cholera, strasznie to „moje”. Więc może też o to chodzi, oni mnie po prostu zachwycają swoją autentycznością, tym, że wykonali krok, będący konsekwencją tego, w co wierzą, zostawili wygodne etaty i poszli „na swoje”. I coś fajnego im z tego wyszło, coś wartościowego wnoszą do świata – dobrą jakość i wartość dodaną.
Kupuję ich. Jako psiara i jako człowiek.

PS. A Gosia, matka Hauever, jest autorką cudnego bloga „Co boli Border Collie?„:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *